Zaczęliśmy tam, gdzie wieszano ludzi
←  Czytelnia

Zza kamery

Zaczęliśmy tam, gdzie wieszano ludzi

Bazylika w Asyżu stoi na wzgórzu, na którym wykonywano wyroki, a Franciszka przeniesiono tam świadomie. Pierwsze ujęcie serii postawiliśmy dokładnie w tym miejscu.

Michał Paczuła · piątek 4 września  ·  4 min czytania  ·  8:01 słuchania

Posłuchaj zamiast czytać

8:01

Kamera stanęła na wzgórzu, na którym przez lata wieszano ludzi.

Był kwiecień. Drugi dzień w Asyżu, choć zdjęcia zaczęliśmy poprzedniego. Przed nami bazylika, którą zna każdy, kto kiedykolwiek widział zdjęcie z Umbrii. Za nami dolina Spoleto, o tej porze skąpana w słońcu.

Paweł stał w habicie. Kiedy chodziliśmy po miasteczku, zaczepiali go obcy ludzie: gdzie do świętego? Którędy do świętego Franciszka? Pytali jego, bo habit widać z daleka.

Wszyscy szli w to samo miejsce. Nikt z nich nie wiedział, dokąd idzie.

Colle d'Inferno

Wzgórze piekielne. Wzgórze piekła.

Tak nazywało się miejsce, na którym dziś stoi bazylika Świętego Franciszka. W czasach Franciszka leżało poza murami, około kilometra od miasta, poniżej jego poziomu. Dokonywano tam egzekucji skazańców.

To był adres dla tych, którzy po ludzku sobie na to zasłużyli. Miejsce przeklęte.

Kamienne wzgórze ze ścieżką prowadzącą pod mury miasta, wczesne światło
Grunt poza murami. Miasto stoi wyżej i w świetle, wszystko poniżej zostaje w cieniu jeszcze przez godzinę.

Dzisiaj większość turystów zaczyna tam swoją przygodę z Asyżem. Bilety, przewodnicy, kolejka do grobu. Ktoś kiedyś ładnie nazwał to wzgórzem rajskim i nazwa się przyjęła.

Odwrócenie jest kompletne. I właśnie dlatego łatwo je przegapić.

Najpierw leżał w mieście

Franciszka pochowano po śmierci w kościele Świętego Jerzego. W murach, w środku Asyżu, tam, gdzie prawdopodobnie jako chłopiec pobierał pierwsze nauki. Dziś to boczna kaplica bazyliki Świętej Klary i mało kto zwraca na nią uwagę.

Leżał tam prawie cztery lata. Umarł w październiku 1226, przeniesiono go 25 maja 1230, kiedy na wzgórzu straceń stała już wielka bazylika.

Świętym ogłoszono go po drodze, w lipcu 1228. Czyli najpierw kanonizacja, a dopiero potem przeprowadzka tam, gdzie wieszano złodziei.

Zatrzymaj się na chwilę przy tym zdaniu. Ktoś podjął decyzję. Wzięto człowieka, który już spoczywał w porządnym kościele w mieście, i przeniesiono go na wzgórze, gdzie wieszano złodziei.

Paweł tłumaczył to nam na miejscu tak:

„Franciszek miał jakieś dziwne szczególne upodobanie w tym miejscu, bo ono było pewnym czymś po ludzku przeklętym, a więc takim, czego nikt nie chciał.”brat Paweł Paszko OFMCap, webinar z Asyżu, 22 kwietnia 2026

Ktoś to zaplanował i przeprowadził. Wybór pasuje do wszystkiego, co ten człowiek robił za życia.

Dlaczego zaczęliśmy właśnie tam

Mieliśmy cztery dni, z czego dwa przed kamerą. Jeden poszedł na koncepcję: co kręcimy, w jakiej kolejności, o czym w ogóle jest ta seria. Dwa dni zdjęciowe rozeszły się na Asyż, okolice pod miastem i Eremo delle Carceri, pustelnię wysoko nad doliną.

Pierwsze ujęcie mogło stanąć gdziekolwiek. Asyż broni się z każdej strony.

Postawiliśmy kamerę na wzgórzu piekielnym.

Nie dla efektu. Chodziło o to, żeby od pierwszej sekundy powiedzieć, jaka to będzie opowieść. Zdanie, które padło w zwiastunie, jest tu całym programem:

„Nie drogę splendoru, ideału i świętości. Owszem, świętości, ale pełnej wątpliwości, czasem kryzysów, czasem jakiegoś pogubienia ludzkiego, w którym jednak potrafił znaleźć właściwy kierunek.”Asyż #0, zwiastun serii

W bazylice ścisza się głos, zanim ktokolwiek o to poprosi. Freski ciągną wzrok pod sklepienie. I dokładnie ta siła potrafi przesłonić człowieka, o którym opowiadają. Powiem więcej: nie jestem pewien, czy by się z niej ucieszył.

Jeśli najpierw zobaczysz jego, ta bazylika nabierze innego sensu. Jeśli zaczniesz od niej, możesz go nigdy nie zobaczyć.

Dowód rzeczowy: komórka pod ścianą

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wyprawa z misją.

Tego dnia wstaliśmy o szóstej rano, bo wyjeżdżaliśmy z Rzymu. Kręciliśmy do wieczora. O wpół do dziewiątej mieliśmy webinar na żywo. Pokoju szukaliśmy długo: musiał mieć okno z widokiem na bazylikę, żeby ludzie po drugiej stronie ekranu ją zobaczyli.

Internet ledwo ciągnął. Za moimi plecami stała komórka oparta o ścianę, ustawiona pionowo, bo tak łapała lepszy zasięg. Obraz się zacinał i wiedzieliśmy, że lepiej nie będzie. Dawid, który odpowiada za obraz i dźwięk całej serii, nagrywał wszystko równolegle na dysk, żeby zostało cokolwiek.

Trzej prowadzący przy stole, za nimi otwarte okno z bazyliką Świętego Franciszka oświetloną nocą
Kadr z tego webinaru. Na parapecie, po prawej stronie okna, stoi ta komórka - to całe nasze łącze tamtego wieczoru. W oknie bazylika, dla której szukaliśmy tego pokoju.

Byliśmy zmęczeni. W połowie drogi: jeden dzień zdjęciowy za nami, drugi przed nami.

I wtedy Paweł, przed samym wejściem na antenę, rzucił, że może po webinarze nagramy jeszcze jeden odcinek.

„Idziemy tam, gdzie nikt nie chce. A już nikt nie chce nagrywać tak późno.”któryś z nas, na antenie, tuż przed dwudziestą drugą

Nagraliśmy.

Co z tego ma wynikać dla ciebie

Wróg tej opowieści nie ma twarzy i nie jest wielki. To odruch, żeby zaczynać od strony reprezentacyjnej.

Pokazujesz dom, nie fundament. Stanowisko, nie drogę do niego. Zdjęcie z wakacji, nie kłótnię w aucie w drodze powrotnej. Robisz to automatycznie i przez większość czasu nikt na tym nie traci.

Tracisz na tym jedno. Nikt cię wtedy nie poznaje.

Franciszek nie zaczyna swojej drogi od gotowej wizji świętości. Zaczyna od pęknięcia. Przegrana wojna, więzienie w Perugii, choroba, zawalone plany rycerskie. Dopiero potem wszystko inne.

Kręciliśmy też przy pomniku młodego Franciszka. Koń i jeździec, obaj z pochylonymi głowami. To miał być początek wielkiej młodzieńczej przygody, a wygląda na powrót z przegranej.

Z tego samego punktu widać w oddali Perugię - miasto, przeciwko któremu walczył i które wsadziło go do lochu. Stoisz między jednym a drugim: pomnik chłopaka, któremu się nie udało, i na horyzoncie powód, dla którego się nie udało.

Za plecami masz wtedy bazylikę, w której leży ten sam człowiek osiemset lat później. Trzeba się odwrócić, żeby zobaczyć oba końce tej historii, i nie da się patrzeć na nie naraz.

My zaczęliśmy serię od wzgórza, na którym stały szubienice, bo to jest ten sam porządek. Najpierw miejsce, którego nikt nie chciał. Potem wszystko, co z niego wyrosło.

Przez dwanaście odcinków będziemy chodzić po miejscach, w których ten człowiek się gubił, wracał i wybierał od nowa. Zaczynamy trzynastego września.

A ty od czego byś zaczął, gdybyś miał opowiedzieć swoją historię komuś, kto cię nie zna?

Zastanów się, zanim odpowiesz. Pierwsza odpowiedź, która przychodzi do głowy, zwykle jest tą reprezentacyjną.